Recenzja: Rzut oka – Carnegie

Rzut oka – Carnegie

Autor gry: Xavier Georges

RecenzujeKonrad Klajbor··5 min czytania

Płynność, płynność, płynność instrukcja do poprawki, rosnące stymulowanie mózgu – takie rzeczy mam zapisane w notatkach po dwóch partiach prototypu nowej gry Xaviera Georgesa. Autor Troyes czy też Black Angel (5/5 u nas) tym razem zaprasza nas do budowy przedsiębiorstw gdzieś w okolicach przełomu XIX i XX wieku. Będziemy powiększać firmy (korporacje?), przy okazji rozwijając infrastrukturę USA, od czasu do czasu wspierając też potrzebujących dotacjami.

UWAGA – ogrywany był prototyp gry, miejcie to na uwadze. Pamiętajmy, że ma to być rzut oka, oparty o dwie sesje z grą, a nie pełna recenzja (taka się pojawi pewnie po przmierze ostatecznej wersji). Grałem w oparciu o instrukcję v3, po której było widać pewne zmiany w stosunku do instrukcji, którą znalazłem w pudełku i pewnie się to jeszcze zmieni.

Rzut oka – Carnegie

Opakowanie zawiera przyjemną liczbę komponentów; mamy robotników, żetony, pieniądze, „klasyczne” sześcianiki (tym razem drewniane), kartoniki z wydziałami firm i spore planszetki dla graczy. Zatrzymajmy się przy tych ostatnich – przedstawiają one naszą firmową kamienicę, w której są umieszczone startowe departamenty naszej firmy (lobby, HR, zarządzanie, budowa, rozwój).

Pod spód planszetki wsuwamy „suwaki”, które będziemy wyciągać w miarę realizacji niektórych projektów w grze, na samej planszetce umieszczać będziemy kolejne elementy budynku – wydziały naszej firmy. Gra przewiduje, że nie damy rady kupić każdego rodzaju, jaki chcemy. Nie to, żebyśmy zdążyli, ale o tym później:)

Rzut oka – Carnegie

Po naszej konstrukcji planszetkowej będziemy przemieszczać, aktywować, albo usuwać (przy wysyłaniu na misje) naszych pracowników. Co ciekawe, pracownicy, których aktywowaliśmy pozostają w tym stanie dopóki ich nie przesuniemy albo nie wyślemy na misję – musiałem często się powstrzymywać od odruchowego przewracania ich po wykorzystaniu akcji danego Wydziału… Nadążacie? Ja musiałem przed pierwszą partią naprawdę dobrze przeczytać instrukcję – gra zawiera sporo mechanizmów, które opisane oddzielnie sprawiają wrażenie skomplikowanych. Niemniej po pierwszych ruchach na planszy nagle okazuje się, że to wszystko jest tak logicznie i płynnie ułożone, że do instrukcji wraca się tylko przy sprawdzaniu, co robią poszczególne wydziały, a i to nie zawsze.

Rzut oka – Carnegie

Główna plansza przedstawia mapę USA, na której mamy cztery strefy i trasy prowadzące między większymi, średnimi i małymi miastami. Wykonując akcję Konstrukcji, stawiamy w odpowiednie miejsce mapy żeton z wybranego suwaka (o ile zasady nam na to pozwolą – większe miasta mają określony typ projektów, mniejsze przyjmą wszystko). Jeżeli uda nam się połączyć większe miasta z różnych stref, otrzymamy dodatkowe Punkty Zwycięstwa. Każdy region ma także swój Tor Postępu, na którym ścigamy się z innymi o ostatnie pole, a w trakcie wyścigu zwiększamy swoje bonusy z misji wykonywanych przez pracowników. Warto wspomnieć, że nie zawsze warto za szybko się przesuwać po takim torze, ponieważ czasem bardziej przyda się nam bonus z określonego pola, które jest na przykład pośrodku toru.

Rzut oka – Carnegie

Plansza główna to także Tory Datków, gdzie po wykonaniu akcji pomocy na określony cel będziemy umieszczać swoje żetony, aby dostać Punkty Zwycięstwa. Mamy cztery możliwości – Edukacja, Prawa Człowieka, Dobrobyt i Zdrowie. Każdy z tych torów to inne bonusy, zazwyczaj zależne od zajętości miast, wybudowanych projektów i innych rzeczy, które będziemy wykonywać w trakcie grania.

Ostatnim elementem gry, jaki pozostał do omówienia jest Linia Czasowa – dwie klamry, w które wkładamy cztery podłużne kartoniki (z puli ośmiu) z grafikami czterech regionów. Nie licząc działań graczy będzie to jedyny w sumie losowy element w Carnegie.

Rzut oka – Carnegie

Jak w to się gra?

Płynnie. Ciekawie. Z mniejszym przestojem niż w Brassie, ale wymagającym większej wielozadaniowości – trudno to opisać, z drugiej strony dwie partie to mało przy takiej grze. Tak, musimy obserwować przeciwników, pilnować, przeszkadzać, ale z drugiej strony paleta ruchów jest w pewien sposób limitowana, więc łatwiej to robić, a i samo wykonanie naszego ruchu jest, niespodzianka, płynne. Jak?

Rzut oka – Carnegie

Pierwszy Gracz wybiera pole na Linii Czasowej, decydując, jakiego rodzaju wydziały mogą być aktywne w danej turze. Od tego wyboru zależy również (w zależności od położenia znacznika), który z czterech rejonów będzie aktywny w danej rundzie – oprócz czterech rejonów mamy też symbole Dotacji. Jeżeli nie wysyłamy datków, to z wybranego rejonu możemy ściągnąć pracowników będących na misjach i zgarnąć odpowiednie dochody, zależne od Toru Postępu.

Rzut oka – Carnegie

Zgodnie z wybranym rodzajem departamentów, aktywujemy pracowników w odpowiednich wydziałach (pamiętając, że się nie zużywają, co powoduje, że po dobrej rozbudowie firmy możemy mieć naprawdę mocny silniczek), wykonując odpowiednie akcje:

  • HR przesuwa pionki po wnętrzu firmy,
  • Zarządzanie – stawiamy nowe Wydziały albo wysyłamy pracowników w teren, czasem też wymieniamy czy produkujemy surowce,
  • Konstrukcje – umieszczamy projekty na planszy, w miastach; niektóre akcje umożliwią też zmniejszenie kosztu Dotacji, czy zakup Dóbr.
  • Rozwój – umożliwia przesuwanie się po Torach Postępu, ale także – umożliwia ruch suwaków spod naszych planszetek, odsłaniając miejsca na kolejne Projekty.

Na koniec tury aktywujemy pracowników, jeżeli nas stać, przekazujemy żeton Pierwszego Gracza, przesuwamy odpowiedni żeton na Linii Czasu i lecimy dalej, do dwudziestej rundy.

Rzut oka – Carnegie

Łatwo policzyć, że przy czteroosobowej grze każdy z graczy będzie mógł wybrać pięć akcji. Pozornie jest to mało, ale wierzcie mi – gry jest w tym wszystkim co niemiara, plus po nabraniu wprawy zdążymy spokojnie zrobić. Pierwsza partia zajęła ponad trzy godziny, druga już „tylko” dwie. Tak długo, jak wasz eurozespół nie będzie składał się z osób przedłużających tury, będzie to sprawna i dająca sporo satysfakcji gra.

Rzut oka – Carnegie

Kołderka jest, ale nie jest za krótka – o ile nie zdążymy zrobić wszystkiego, nie jest tak, że trzeba wyspecjalizować się w jednej rzeczy i tylko w niej. Oczywiście trzeba mieć plan i rozwijać się – ale powiedzmy dwa, może nawet trzy kierunki rozwoju nie będą nas tak karać, jak w innych grach.

Rzut oka – Carnegie

Wiem, że taki suchy 😉 opis może być za mało przejrzysty, ale uwierzcie mi, tę grę trudno jest opisać, ją trzeba zobaczyć w akcji, gdzie wszystkie mechanizmy się pięknie zazębiają. Można znaleźć spory gameplay na youtube, jutro (18.01) startuje też kampania na KickStarterze – i muszę przyznać, że tak, jak ostrożnie do KS podchodzę, mam zamiar zacząć poniedziałek od wejścia na stronę zbiórki i zamówienia swojego egzemplarza.

Rzut oka – Carnegie

Coś na koniec? Wykonania gry nie oceniam, bo to prototyp. Styl graficzny – trudno nie rozpoznać Iana O’ Toole, gra jest stylizowana też trochę na baaardzo stare tytuły, co niektórym się może nie spodobać – dla mnie wręcz przeciwnie, świetnie się odcina od super dopieszczonych, ostrych jak skalpel nowych projektów. Ja będę grać.

Wild Space

Więcej na: boardgamegeek.com |Stork Games

Konrad Klajbor

Werdykt

Rzut oka – Carnegie

Ocenia: Konrad Klajbor

Dziękujemy wydawnictwu Stork Games za przekazanie gry do recenzji.

Tekst Ci się przydał? Postaw redakcji kawębuycoffee.to

Komentarze (0)

Co o tym sądzisz?

Komentarze pojawiają się po zatwierdzeniu przez redakcję.

Wolisz pogadać na żywo? Dyskusja trwa na naszym Discordzie →