Recenzja: Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Autor gry: Dan Blanchett · wyd. Plaid Hat Games

RecenzujeKamil Traks··7 min czytaniaOcena 5/6· Bardzo dobry

Historie o wampirach, wilkołakach, czy w końcu o wynaturzeniu stworzonym przez doktora Frankeinstaina przetrwały do dzisiaj – co więcej, mają one wysoką pozycję w popkulturze – na tyle, że wykorzystywanie motywów z udziałem tych stworzeń jest czymś zupełnie naturalnym – nikomu nie trzeba tłumaczyć, czym są. O ile nawiązań do krwiopijców i likantropów w świecie gier planszowych jest dość sporo, to planszówek opierających się na historii Stworzenia wykreowanego w głowie Mary Shelley, wiele podczas swojego krótkiego życia nie spotkałem.

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina jest planszową grą w stylu euro, która mocno opiera się jednak na fabularyzowanych treściach i mechanizmach, które przecież tak często występują w grach ameri. Autorem gry jest Dan Blanchett. Abominacja jest przeznaczona dla 2-4 graczy, pojedyncza rozgrywka potrwa około trzech godzin (przynajmniej pierwsze partie), natomiast minimalny wiek grających wg autorów to 13 lat – jednak ze względu na tematykę i na to co podczas gry będziemy robić, spokojnie podwyższyłbym tę granicę o kilka oczek. Wydawnictwem odpowiedzialnym za polską lokalizację jest Rebel, natomiast oryginalnym wydawcą jest Plaid Hat Games.

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Na wstępie powiem, że gra ma o wiele więcej klimatu, niż większość eurogier, a nawet więcej niż niejedna gra ameri. Na dzień dobry dostajemy mocny fabularny zastrzyk – zarówno dzięki listowi, jak i wstępniakowi w instrukcji. Od razu zauważamy, że będzie tego dużo – co cieszy, bo zawsze mi tego brakuje w grach tego typu.

W grze wcielamy się w najwybitniejsze umysły z całego świata, które przybywają na wezwanie tytułowej Abominacji (potwora stworzonego przez Frankensteina) do Paryża, by kontynuować dzieło jej stwórcy – niektórzy będą robić to dla dobra nauki, inni dla własnych ambicji, a jeszcze inni nieświadomi do końca co robią i po co to robią – chcą pomóc przyjacielowi wielkiego naukowca. Każdy z naukowców ma swoją specjalną zdolność i niestety już na pierwszy rzut oka wydaje się, że w tym aspekcie jest problem z balansem. Jedne zdolności są zdecydowanie lepsze od innych i niestety jest to mocno odczuwalne podczas rozgrywki. Można oczywiście grać bez tych zdolności, ale czy omijanie zasad jest rozwiązaniem sprawy?

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Jak to z reguły bywa, runda gry dzieli się na kilka faz. Najpierw będziemy rozpatrywać kartę wydarzenia (tak, znowu fabularne, a co więcej paragrafowe motywy-motywiki), potem będziemy decydować się, gdzie wyprawimy swoich naukowców i asystentów (na cmentarz, do szpitala itd.) po ciała, bo po co innego, skoro składamy swoją własną abominację? A może (do akademii lub kościoła) wygłosić wykład lub odpokutować swoje nikczemne czyny? W przydzielaniu „pracowników” kolejność ma olbrzymie znaczenie, bo liczba pól jest ograniczona i nie zawsze uda nam się zrobić to, co planowaliśmy na początku rundy. Na koniec w swoim laboratorium postaramy się z poskładać z różnych części (mięśni, organów, krwi, kości oraz materiałów odzwierzęcych – przedstawione jako różnokolorowe znaczniki – konkretne części ciała naszego monstrum, a jak się uda, to nawet je ożywić.  Brzmi strasznie i w zasadzie takie właśnie jest – składamy swojego potwora z trupów, które znajdziemy, wykopiemy, kupimy, ukradniemy lub… wyprodukujemy – zabijając przypadkowego przechodnia. Jak widzicie, temat jest dość mocno kontrowersyjny dla dzieci, szczególnie że instrukcja mówi o tym w mocno neutralnym tonie – jakby te wszystkie rzeczy były zupełną normalką. Jestem zakochany i przerażony jednocześnie.

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Ciała pozyskane w różnych miejscach są różnej jakości i na różnym poziomie rozkładu – co ma olbrzymie znaczenie przy składaniu naszego cudu. Trup z cmentarza do najświeższych nie należy i za wiele elementów (poza kośćmi i zgniłymi mięśniami) z niego nie wyciągniemy. Ten z kostnicy kosztuje, ale za to jest świeższy tak samo jak ten ze szpitala. Za to największa świeżynka to ten zdjęty z gilotyny lub zamordowany przez nas – jeszcze ciepły…

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Z trupów pozyskujemy mięśnie, organy, krew oraz kości, z których będziemy składać części ciała – ręce, nogi, korpus i oczywiście głowę. Za zbudowanie, potem obleczenie w skórę, a następnie ożywienie będziemy otrzymywać punkty zwycięstwa. Niewykorzystane materiały mogą zostać w laboratorium – wtedy jednak, jeżeli nie będziemy mieli lodu – mogą się popsuć. Możemy je również sprzedać, jeżeli dojdziemy do wniosku, że albo potrzebujemy pieniędzy, albo nie są nam już potrzebne i zdecydowanie bardziej opłaca się je puścić komuś, komu przydadzą się bardziej…

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

No dobra – skoro tyle o tych motywach ameri mówię, to musi pojawiać się losowość – a jakże. Niestety nie do końca jestem pewien, czy jest ona temu tytułowi potrzebna, przynajmniej w takiej ilości. O ile przy dociągu kart ciał oraz przy wydarzeniach nie jest ona aż tak mocno odczuwalna i dodaje trochę emocji oraz regrywalności, tak przy ożywianiu części ciała jest frustrująca i praktycznie nie mamy możliwości, by ją kontrolować. Rzucamy kostkami – słabszymi – bardziej ryzykownymi, gdy potrafimy mniej lub lepszymi – mniej ryzykownymi, gdy potrafimy więcej – co nie zmienia sytuacji, że nawet jak mamy maksymalne współczynniki, to sami wiecie, jak kości potrafią nam zagrać – nie jestem zwolennikiem losowości, w której występują negatywne wyniki – a tu występują – uszkodzenia, które mogą spowodować, że obniżymy jakość naszych części ciała lub stracimy je na stałe – a nie mamy zbyt wielu możliwości kontroli tych rzutów. Lubię losowość, ale gdy możemy ją zmodyfikować lub gdy z rzutu zawsze wynika coś pozytywnego dla nas.

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Dość sporą wagę będziemy musieli położyć na rozwój naszego naukowca – będzie on balansował na skraju człowieczeństwa, zwiększał swoją reputację oraz wiedzę – wszystkie te czynniki wpływają na rozgrywkę oraz na końcowy wyniki – przy podliczaniu punktów zwycięstwa.

Wszystkie mechanizmy są spójne z tematem, co sprawia, że gra się bardzo przyjemnie – niestety w pewnym momencie zaczyna nam się trochę dłużyć, a cała rozgrywka staje się lekko powtarzalną – mamy wrażenie, że spokojnie mogłaby się skończyć kilka rund wcześniej lub my mogliśmy zacząć kilka rund później. Gra rzeczywiście jest zbyt długa w stosunku do tego, co nam daje – ile przyjemności płynie z całej rozgrywki. Na szczęście autor stworzył skrócony tryb rozgrywki, który rozwiązuje wszelkie związane z długością gry problemy (dam linka niżej).

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina jest grą świetnie wykonaną – zarówno pod względem jakości materiałów, jak i ilustracji na nich umieszczonych. Na stole naszego laboratorium naprawdę będzie leżały części ciała – jest mrocznie, a taki klimat lubię najbardziej. Jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić to wielkość tekstu na kartach, które pojawiają się na planszy – nie znamy ich treści na pamięć (bo trochę tekstu zawierają), więc przed każdą rundą musimy je sobie przeczytać. A że tekst jest dość mały, to nie można tego zrobić indywidualnie, patrząc na planszę z góry, tylko albo każdy musi wszystkie karty wziąć na chwilę na rękę lub trzeba odczytać ich treść na głos. Zabiera to trochę czasu na początku każdej rundy.

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Muszę przyznać, że Abominacja jest grą, która daje wiele satysfakcji – najpewniej głównie dlatego, że wspomniany już wielokrotnie klimat jest mocno odczuwalny. Wielokrotnie zastanawiałem się, czy wziąć trupa z cmentarza, za ostatni grosz kupić go w kostnicy, skorzystać z reputacji w szpitalu, a może szybcikiem zareagować na egzekucję na rynku, o zabójstwie nie wspominając. W grze trzeba balansować między skutecznym pozyskiwaniem zasobów i rozwojem naukowca, rozsądną utratą człowieczeństwa (a najlepiej nawet wzrostem). Umówmy się – grzebanie w ciałach, łączenie ich ze sobą, by na koniec spróbować te puzzle ożywić do normalnych rzeczy nie należą, więc nic dziwnego, że może nam siąść na psychice.

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina to świetna gra euro w klimatycznych ciuszkach, które niestety powodują, że rozgrywka jest o wiele za długa. Na szczęście istnieje sposób na skrócenie jej poprzez wariant Igor, który został niedawno przetłumaczony również na język polski. Nie jestem fanem korzystania z errat, ale jeżeli mocno usprawniają rozgrywkę, to czemu nie? Poza tą dość sporą wadą, inne są o wiele mniej ważne, a wszystkie na pewno nie przyćmiewają mojej oceny oraz tego, że zdecydowanie polecam tę grę wszystkim fanom historii o Doktorze i jego potworze. Powiem więcej – jest to euro, które może spodobać się fanom ameri (mnie się spodobało i to bardzo).

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Więcej na: boardgamegeek.com | Rebel

Kamil Traks

Werdykt

Abominacja: Dziedzictwo Frankensteina

Ocenia: Kamil Traks
5/6

Bardzo solidny tytuł. Dużo frajdy i realna chęć powrotu do gry. Nie odmawiamy partii.

Bardzo dobry

+ Plusy

  • Mechanika współgra z klimatem
  • Genialny klimat
  • Proste zasady
  • Bardzo dobrze wykonana i bardzo ładnie zilustrowana

− Minusy

  • Niepotrzebna losowość przy ożywianiu części ciał – mały wpływ na jej kontrolę
  • Bazowa długość rozgrywki
  • Brak balansu w zdolnościach postaci
  • Za małe karty lub za mała czcionka na nich

Tekst Ci się przydał? Postaw redakcji kawębuycoffee.to

Komentarze (0)

Co o tym sądzisz?

Komentarze pojawiają się po zatwierdzeniu przez redakcję.

Wolisz pogadać na żywo? Dyskusja trwa na naszym Discordzie →